typo.pl —  http://www.typo.pl

Fonty: popyt, podaż, paragraf

Adam Twardoch 2011-04-14 · Bez kategorii

— Jasiu, co robi Twój tato?
— Sprze­daje literki.

Nie chciałbym być na miejscu Jasia. Dzieci w szkole pewnie się z niego śmieją, gdyż jego tato nie jest po­li­cjantem ani nawet księ­gowym. Tato Jasia zaj­muje się sprze­dażą czegoś tak bła­hego jak li­terki, a ści­ślej — fonty komputerowe.

Opi­sana sy­tu­acja jest może trochę wy­my­ślona, ale w istocie dla zwy­kłego śmier­tel­nika wia­do­mość, że fon­tami kom­pu­te­ro­wymi można han­dlować, to szok. O ile nawet świa­do­mość, że pro­gramy kom­pu­te­rowe są utwo­rami pod­le­ga­ją­cymi ochronie prawnej i że na­leży się za nie za­płata, w ostat­nich la­tach wzrosła, o tyle fonty dla więk­szości nadal wy­dają się być czymś po prostu „do­da­wanym do kom­pu­tera”. Prawda — jak zwykle — leży pośrodku.

Pa­ra­graf na fonty

Ge­ne­ralnie rzecz biorąc, fonty kom­pu­te­rowe pod­le­gają ochronie prawnej. I to ochronie prawnej aż z trzech stron. Prze­ana­li­zujmy to na przy­kła­dzie po­pu­lar­nych krojów pism He­lve­tica i Frutiger.

Krój He­lve­tica za­pro­jek­tował w 1959 Max Mie­dinger na po­trzeby od­lewni czcionek Haas. Od­lewnia ta póź­niej zo­stała wy­ku­piona przez firmę Li­no­type, która z kolei kilka lat temu we­szła w skład kon­cernu He­idel­berger Druck­ma­schinen AG. Pismo to zo­stało na po­czątku przy­go­to­wane na ma­try­cach do ma­szyny ze­cer­skich firmy Li­no­type, potem na ma­try­cach fo­to­skła­do­wych, aż w końcu firma Li­no­type we współ­pracy z Adobe przy­go­to­wała wersję cy­frową w po­staci fontu w for­macie Post­Script Type 1. W ko­lej­nych la­tach Li­no­type i Adobe przy­go­to­wały też wersje tego pisma w for­ma­tach True­Type i Post­Script Open­Type, wersje True­Type przy­go­to­wały też m.in. firmy Apple i Hewlett-Packard. Inne firmy, np. ame­ry­kański Bit­stream oraz nie­miecki URW, wy­dały fonty kom­pu­te­rowe z kro­jami pism bliź­niaczo po­dob­nymi do He­lve­tiki, tzw. klo­nami — w bi­blio­tece URW kroje te na­zy­wają się Nimbus Sans, w ze­stawie Bit­stream noszą one nazwę Swiss 721.

Krój Fru­tiger zo­stał za­pro­jek­to­wany w roku 1976 przez szwaj­car­skiego ty­po­grafa Ad­riana Fru­ti­gera. Ar­tysta oparł krój na for­mach li­ter­ni­czych, któ­rych użył osiem lat wcze­śniej pro­jek­tując system in­for­ma­cyjny na pa­ry­skim lot­nisku Char­lesa de Gaulle’a. Krój wy­dała od­lewnia Stempel, póź­niej wy­ku­piona przez wspo­mnianą już firmę Li­no­type. Fonty z krojem Fru­tiger przy­go­to­wały wspólnie Adobe i Li­no­type. URW pró­bo­wało wpro­wa­dzić na rynek klon tego pisma o na­zwie Frutus, lecz szybko wy­co­fało to pismo ze sprze­daży. Bit­stream przy­go­tował klon tego kroju pod nazwą Hu­ma­nist 777.

Przy­kłady te ilu­strują ba­łagan, jaki pa­nuje w za­kresie prawnej ochrony pism. Z jednej strony, nazwy krojów pism za­pi­sa­nych w fon­tach mogą być chro­nione jako znaki to­wa­rowe. Nazwy He­lve­tica i Fru­tiger są za­strze­żo­nymi zna­kami to­wa­rowym nie­miec­kiego kon­cernu He­idel­berger Druck­ma­schinen AG, w związku z czym je­dynie firmy po­sia­da­jące od­po­wiednią li­cencję (np. Apple) mają prawo roz­pro­wa­dzać font o ta­kiej na­zwie. Nie­którzy pró­bują obejść to ogra­ni­czenie, zmie­niając nazwę fontu na inną.

Z dru­giej strony, cy­frowa re­pre­zen­tacja pisma dru­kar­skiego za­pi­sana w po­staci fontu kom­pu­te­ro­wego w więk­szości krajów chro­niona jest na ta­kich sa­mych za­sa­dach jak pro­gramy kom­pu­te­rowe. Ma to związek z faktem, że do utrwa­lenia kroju w po­staci fontu uży­wany jest język pro­gra­mo­wania — w przy­padku fontów Post­Script Type 1 i Post­Script Open­Type ję­zy­kiem tym jest Post­Script, w przy­padku fontów True­Type i TrueType-OpenType, jest to tzw. True­Type In­struc­tions uży­wany przede wszystkim do ko­do­wania hin­tingu. Dla­tego nawet po otwarciu fontu w od­po­wiednim pro­gramie (Fon­tLab, Fon­to­gra­pher, Font Cre­ator Pro­gram itp.), nie­wiel­kiej mo­dy­fi­kacji czy roz­bu­do­waniu ze­stawu znaków, zmianie nazwy fontu i jego po­nownym za­pi­saniu, prawa au­tor­skie ory­gi­nal­nego pro­du­centa zwykle po­zo­stają za­cho­wane. Cza­sami fonty kom­pu­te­rowe pod­le­gają też ochronie na za­sa­dach ta­kich sa­mych jak bazy da­nych. Tak czy ina­czej, roz­po­wszech­nianie zmo­dy­fi­ko­wa­nego fontu bez od­po­wied­niej li­cencji zwykle jest nie­le­galne. Firmy URW i Bit­stream przy­go­to­wały jednak swoje fonty Nimbus Sans, Swiss 721 czy Hu­ma­nist 777 „od zera”, ry­sując kom­pu­te­rowe ob­wiednie w oparciu o pa­pie­rowe ry­sunki liter.

I tutaj do­cho­dzimy do trze­ciej, naj­bar­dziej skom­pli­ko­wanej kwe­stii: ochrony wi­ze­runków (krojów) pism. W więk­szości krajów prawo daje moż­li­wość ta­kiej ochrony na za­sa­dach tzw. wzorów zdob­ni­czych (ang. de­sign pa­tents) — jest to jednak ochrona płatna, wy­ma­ga­jąca poza tym wy­ka­zania, że dany krój pisma jest wy­jąt­kowo twórczy i ory­gi­nalny. Tylko naj­więk­szych pro­du­centów fontów stać na taką ochronę — w ten sposób są chro­nione np. pisma Mi­nion (Adobe) i Stone (ITC). W takim przy­padku nawet two­rzenie klonów tych pism jest nie­le­galne. Innym spo­sobem ochrony jest znane wszystkim prawo au­tor­skie. Wy­da­wa­łoby się, że krój pisma po­wi­nien być chro­niony na ta­kiej samej za­sa­dzie jak ry­sunek, obraz czy pro­jekt gra­ficzny — tak jednak nie jest w Sta­nach Zjed­no­czo­nych. Ame­ry­kań­skie prawo au­tor­skie chroni je­dynie pisma wy­jąt­kowo ozdobne, w któ­rych li­tery upstrzone są ele­men­tami gra­ficz­nymi. Zwykłe li­ter­nictwo dru­kar­skie ta­kiej ochrony w USA nie po­siada. W kra­jach eu­ro­pej­skich jest ina­czej — od kilku dzie­się­cio­leci w więk­szości krajów eu­ro­pej­skich (a obecnie także w Polsce) prawo au­tor­skie chroni utwory, które od­zna­czają się ory­gi­nal­no­ścią i in­dy­wi­du­al­no­ścią, w tym rów­nież kroje pism, o ile spełnią one wy­mogi po­sta­wione chro­nionym utworom. De­cyzja w kon­kretnym spornym przy­padku za­leży od sądu.

Nie­za­leżnie od tego, czy mamy do czy­nienia z kro­jami ory­gi­nal­nymi czy klo­nami, fonty kom­pu­te­rowe pod­le­gają ochronie prawnej. Gdy de­cy­du­jemy się na zakup fontu lub ze­stawu fontów u dys­try­bu­tora, obo­wią­zują nas tzw. ogólne wa­runki umów lub tzw. umowa li­cen­cyjna — często, choć chyba nieco błędnie, na­zy­wana li­cencją. Li­cencja ta za­zwy­czaj ustala prawa przy­słu­gu­jące użyt­kow­ni­kowi — naj­czę­ściej jest to liczba kom­pu­terów, na któ­rych użyt­kownik może za­in­sta­lować fonty. Trzeba pa­miętać, że na­bywca fontów ko­mer­cyj­nych (tzn. płat­nych) naj­czę­ściej nie ma prawa udo­stęp­niania — nawet cza­so­wego — fontów innym osobom czy roz­po­wszech­niania ich w ja­kiej­kol­wiek formie. W wielu przy­pad­kach li­cencja ze­zwala na do­łą­czanie fontów do do­ku­mentów PDF oraz, w nie­któ­rych przy­pad­kach, do jed­no­cze­snego uży­wania fontów na kilku stanowiskach.

Fonty z półki

Fonty kom­pu­te­rowe często by­wają do­łą­czane do pa­kietów z opro­gra­mo­wa­niem. Ku­pując system ope­ra­cyjny, pa­kiet biu­rowy lub pro­gram gra­ficzny, często otrzy­mu­jemy wraz z nim ze­staw kil­ku­dzie­sięciu, czasem nawet kil­kuset fontów. Fonty te jednak nie są dar­mowe — to towar ko­mer­cyjny, któ­rego cena za­warta jest w cenie opro­gra­mo­wania, które ku­pi­liśmy. W sto­sunku do ta­kich fontów obo­wią­zują nas takie same wa­runki li­cencji jak w sto­sunku do na­by­tego przez nas pro­gramu. Ze­staw ta­kich fontów jest mimo wszystko ogra­ni­czony — chcąc stwo­rzyć atrak­cyjną pu­bli­kację chcie­li­byśmy często się­gnąć po kroje mniej opa­trzone, bar­dziej „eks­klu­zywne”. Naj­prost­szym spo­sobem roz­bu­do­wania swo­jego za­sobu fontów jest zakup do­dat­ko­wych pism u jed­nego z pol­skich lub za­gra­nicz­nych dys­try­bu­torów. Zakup u dys­try­bu­tora za­gra­nicz­nego od­bywa się zwykle przy po­mocy karty kre­dy­towej, co jest sporym ogra­ni­cze­niem. Za­letą jest zwykle moż­li­wość po­brania pliku z fontem z wi­tryny in­ter­ne­towej dys­try­bu­tora na­tych­miast po uisz­czeniu za­płaty. Dys­try­bu­torzy kra­jowi ofe­rują wy­godną moż­li­wość pła­cenia prze­lewem (nie­którzy przyj­mują rów­nież karty płat­nicze). Je­żeli ku­pu­jemy po­je­dyncze fonty, to naj­czę­ściej są one szybko prze­sy­łane pocztą elek­tro­niczną. W przy­padku za­kupów pa­kietów na pły­tach CD mu­simy zwykle czekać na prze­syłkę pocz­tową lub kurierską.

Ceny fontów kom­pu­te­ro­wych za­ku­pio­nych „na sztuki” wa­hają się naj­czę­ściej w za­kresie od 30 do 150 zł (10 do 40 USD) za od­mianę. Gdy ku­pu­jemy większe pa­kiety, ceny mogą być znacznie niższe — od 1,5 do 10 zł za od­mianę. Ceny te mogą wy­dawać się wy­sokie, ale trzeba pa­miętać o tym, że pro­jek­tanci krojów pism naj­czę­ściej żyją z tej wła­śnie pracy. Pro­jek­to­wanie li­ter­nictwa na pro­fe­sjo­nalnym po­ziomie to zwykle za­jęcie bardzo pra­co­chłonne — stwo­rzenie jednej ro­dziny pisma to wiele mie­sięcy in­ten­sywnej pracy. Poza tym oprócz płat­nych fontów „mar­ko­wych” ist­nieje spora liczba fontów dar­mo­wych. Trudno jednak wśród nich zna­leźć kroje „chle­bowe”, na­da­jące się do skła­dania książek czy gazet — to zwykle do­mena pro­fe­sjo­nal­nego li­ter­nictwa. Jednak na po­trzeby ogło­szenia czy do wy­ko­nania ele­mentu gra­ficz­nego na stronę WWW font dar­mowy może świetnie się nadawać.

Nie­stety nie wszystkie fonty do­stępne na rynku umoż­li­wiają skład w ję­zyku pol­skim. Można po­wie­dzieć więcej — więk­szość pro­fe­sjo­nal­nych pism dru­kar­skich nie jest wy­po­sa­żona w pol­skie znaki dia­kry­tyczne. Pro­du­cenci fontów umiesz­czają pol­skie znaki tylko w wy­bra­nych fon­tach. Kiedyś były to fonty tzw. środ­ko­wo­eu­ro­pej­skie, wy­po­sa­żone w znaki ję­zyków Eu­ropy Środkowo-Wschodniej, ale po­zba­wione znaków za­chod­nio­eu­ro­pej­skich. Takie fonty do­stępne były zwykle w for­macie Post­Script Type 1 i ko­do­wane były naj­czę­ściej wg ta­beli znaków Win­dows 1250 lub Mac CE. W na­zwach no­siły one zwykle przy­ro­stek „CE” lub „EE”. Po­nieważ wiele krojów Type 1 do­stęp­nych było (i jest nadal) tylko w wersji za­chod­nio­eu­ro­pej­skiej, to polscy dys­try­bu­torzy fontów za do­dat­kową opłatą do­ko­ny­wali mo­dy­fi­kacji (po­lo­ni­zacji) kroju, do­dając znaki dia­kry­tyczne. Taki font naj­czę­ściej ozna­czany był przy­rost­kiem „PL”.

Na szczę­ście, wraz z upo­wszech­nie­niem się w ciągu ostat­nich kilku lat for­matu fontów Open­Type, pro­du­cenci fontów coraz czę­ściej przy­go­to­wują tzw. fonty wie­lo­ję­zyczne — jeden font wy­po­sa­żony jest w znaki ję­zyków za­chodnio– i środ­ko­wo­eu­ro­pej­skich, a także nie­rzadko w cy­ry­licę, grekę i znaki in­nych sys­temów pisma. Takie fonty ko­do­wane są wg stan­dardu Uni­code i cza­sami (choć nie za­wsze) po­sia­dają w na­zwie przy­ro­stek „Pro”. U nie­któ­rych pro­du­centów, fonty za­wie­ra­jące tylko znaki al­fa­betu ła­ciń­skiego (ale dla całej Eu­ropy) na­zy­wają się „EU” albo „Com”, na­to­miast fonty za­wie­ra­jące także cy­ry­licę, grekę albo inne al­fa­bety noszą przy­rostki „WGL”, „W1G”, lub „World”.

Trzeba pa­miętać, że różne pro­gramy kom­pu­te­rowe wy­ma­gają róż­nych stan­dardów ko­do­wania fontów. Naj­nowsze wersje po­pu­lar­nych sys­temów ope­ra­cyj­nych (Win­dows od wersji 2000, MacOS X i nowsze wersje sys­temów Linux) ob­słu­gują uni­wer­salny stan­dard ko­do­wania Uni­code, uży­wany w fon­tach Open­Type. Starsze sys­temy ope­ra­cyjne ko­rzy­stały ze wspo­mnia­nych już stron ko­do­wych. Ogromna więk­szość pro­gramów po­trafi ko­rzy­stać z fontów ko­do­wa­nych wg Uni­code — ale starsze wersje tych pro­gramów (np. Qu­ar­kXPress do wersji 6, Adobe Il­lu­strator do wersji 9, Corel Draw do wersji 11, Mi­cro­soft Word do wersji 7, a także starsze wersje Ope­nOf­fice) po­tra­fiła ko­rzy­stać je­dynie z ko­do­wania wg strony ko­dowej. Na­leży pa­miętać o tym ogra­ni­czeniu pod­czas wy­boru fontu.

Fonty Open­Type po­sia­dają jeszcze jedną cie­kawą wła­ści­wość: jeden znak pisma (np. li­tera „a”) może być w foncie za­pi­sany przy użyciu kilku glifów (form gra­ficz­nych). Przy użyciu tzw. funkcji ze­cer­skich Open­Type, użyt­kownik może prze­łą­czać glify lub ze­stawy glifów, któ­rymi za­pi­sany ma być tekst. Dzięki temu me­cha­ni­zmowi moż­liwe jest ko­rzy­stanie z kilku ze­stawów cyfr (wer­sa­li­ko­wych, mi­nu­sku­ło­wych czyli tzw. na­utycz­nych, o sta­łych lub pro­por­cjo­nal­nych sze­ro­ko­ściach), z ka­pi­ta­lików (które wsta­wiane są za­miast wiel­kich lub ma­łych liter), wa­riantów ozdob­nych liter (ang. swash), li­gatur, znaków we frakcji górnej lub dolnej itp. Na­leży jednak pa­miętać, że tylko sto­sun­kowo nie­wielka liczba pro­gramów daje użyt­kow­ni­kowi do­stęp do funkcji ze­cer­skich (m.in. Adobe In­De­sign, Adobe Il­lu­strator i Pho­to­shop od wersji CS, Mi­cro­soft Word i Po­wer­Point od wersji 2010/2011, Qu­ar­kXPress od wersji 7, Apple Pages, Key­note i Num­bers). Wiele po­pu­lar­nych pro­gramów (np. Corel Draw czy Ope­nOf­fice) nie po­siada ta­kich moż­li­wości — mo­żemy w nich ko­rzy­stać je­dynie z „do­myśl­nych” form gra­ficz­nych każ­dego znaku.

Ar­tykuł ukazał się pier­wotnie w pi­śmie „De­sign Extra: Fonty” wy­daw­nictwa So­ftware w roku 2003. Pre­zen­to­wany tu tekst zo­stał po­pra­wiony i zaktualizowany.

Copyright © 2011 by Adam Twardoch + authors. All Rights Reserved.http://www.typo.pl/2011/04/14/fonty-popyt-podaz-paragraf/